Wrażliwość kontra stres

O tym, że ludzka natura jest krucha, najdotkliwiej przekonujemy się w czasie długotrwałego stresu. Poznajemy wtedy swoją wrażliwość, którą przestajemy lubić, bo bierzemy ją za słabość. Stajemy się nadwrażliwi, tracimy wewnętrzną równowagę. Irytacja, przewlekły niepokój, przygnębienie odbierają nam siły. Co wtedy robić? Przestać walczyć.

O tym, że ludzka natura jest krucha, najdotkliwiej przekonujemy się w czasie długotrwałego stresu. Poznajemy wtedy swoją wrażliwość, którą przestajemy lubić, bo bierzemy ją za słabość. Stajemy się nadwrażliwi, tracimy wewnętrzną równowagę. Irytacja, przewlekły niepokój, przygnębienie odbierają nam siły. Co wtedy robić? Przestać walczyć.

Wszystkie żywe istoty odznaczają się wrażliwością, co etymologicznie oznacza podatność na zranienia. Zauważmy, że definicja tego, co żywe, zawiera pojęcie śmierci. Żywe, czyli to, co może umrzeć. Ale nie mieści w sobie pojęcia zranienia, które jest o wiele ważniejszego dla nas póki żyjemy. Jesteśmy wrażliwi, nosimy w sobie kruchość. Być kruchym to narażać się na to, że się zostaniemy skrzywdzeni, kiedy dopadną nas przeciwności losu, kiedy życie zafunduje nam wyjątkowo trudne przejścia. I nawet kiedy czas wyzwań minie, my pozostaniemy „poobijani przez życie”. Czy kruchość czyni nas słabymi? Z jednej strony tak, ale jest też rewers zjawiska ludzkiej wrażliwości.

zdzbla trawy

Jasna strona kruchości

Christophe Andre, francuski psychiatra, badacz ludzkich emocji, w książce „Nastroje. Jak nauczyć się pogody ducha?” wylicza trzy atuty kruchości. Największą zaletą tego, że jesteśmy jej świadomi, jest ochrona przed złudzeniami wszechmocy. A także przekonaniami, które każą nam myśleć, że wszystko ułoży się zgodnie z naszym planem. Kruchość zmusza nas do ukierunkowania wysiłków na przetrwanie, a nie bujanie w obłokach, co niechybnie by nas osłabiło. Z tej zalety kruchości wynika ludzka tendencja do przywiązania – zależność od małej liczby bliskich osób daje silniejsze poczucie wolności i niezależności. Przez kruchość potrzebujemy ochrony przed egzystencją. Przychodzą takie momenty, kiedy czujemy się nią zmęczeni życiem. Może nam się wydawać nawet, że jesteśmy zbyt słabi, by istnieć. Stąd te zabezpieczenia.

Po drugie kruchość sprawia, że stajemy się przenikliwi i dalekowzroczni, co przybliża nas ku życiowej mądrości. Kontrolujemy własną kondycję – z obawy przed zagrożeniami dbamy o siebie i bliskich. Chronimy swoje zdrowie, rozwijamy talenty i umiejętności, oszczędzamy materialne zasoby, zgłębiamy tajniki psychiki, żeby się rozwijać. Chcemy sami ze sobą i z innymi czuć się komfortowo i czynimy ku temu wysiłki.

Kruchość, po trzecie, otwiera nas na świat. Kiedy już pozbędziemy się złudzeń, że nie na wszystko mamy wpływ i dzięki temu sprawnie posługujemy się przenikliwością, potrafimy przewidywać zagrożenia i stawiać im czoła. Kiedy już wiemy, że sobie z nimi radzimy, przeżywamy chwile wolności od lęku. Wtedy zaciekawiamy się światem. Wydaje nam się, że po nocy nastał wreszcie świt. Dzięki zranieniom, jakie zafundowała nam nasza kruchość, czujemy się mocniejsi. Nadal, rzecz jasna, nosimy ją w sobie, ale nie już nie cierpimy za bardzo i za często z tego powodu.

laka w sepii

Kim jest nadwrażliwiec?

Kruchość, zauważa francuski psychiatra, nie została równo rozłożona na ludzi. Każdy z nas jest nadwrażliwy na jakimś punkcie, ale są osoby nadwrażliwe niemal na wszystko. Hałas, zapachy, światło, tłum, krytykę, odpowiedzialność, stres… Nadwrażliwcy starają się trzymać z daleka od wszystkiego, co się rusza, krzyczy, rozpycha i bryluje. Wolą łagodność i półtony. Nasze czasy im nie sprzyjają, epoka romantyzmu, w której lepiej by się czuli, dawno już za nami. W dużej mierze to introwertycy, którzy znoszą mniejsze dawki bodźców – społecznych lub innych – niż ekstrawertycy. Reagują szybciej i bardziej boleśnie na różnego rodzaju stymulacje. Przebywając w grupie bądź wśród ludzi, którzy nie są im bliscy, tracą siły, a odzyskują je w samotności. Nadwrażliwcy są bardziej podatni na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne, jak depresja czy stany lękowe.

Badania dowiodły, że nadwrażliwcy stanowią do 20 proc. populacji – są nosicielami szczególnej cechy genetycznej – krótkiego allela genu kodującego transporter serotoniny. Odnotowuje się u nich większą niż przeciętnie aktywację ciała migdałowatego w sytuacjach o dużym ładunku emocjonalnym. Źle znoszą konfrontację z traumatycznymi wydarzeniami, ale także z przeciwnościami życiowymi.

niebieski motyl

Czasowa nadwrażliwość

Refleksja nad wrażliwością, zdaniem Chritophe Andre, zawiera elementy użyteczne dla każdej osoby wrażliwej, a więc żyjącej. Człowiek, czy chce czy nie chce, mierzy się z własną nadmierną nadwrażliwością. Najczęściej dochodzi do tego, gdy długo jesteśmy wystawieni na stres, a tak dzieje się obecnie – w dobie pandemii. Koronawirus pokazuje nam, w jakim stopniu jesteśmy wrażliwi. Kruchość coś nam daje i odbiera, coś zabrania, na coś pozwala, zmusza nas do pewnych rzeczy, ale i rozjaśnia w głowie. Narzuca kompromisy z rzeczywistością i otoczeniem, ale kieruje też na drogę rozwoju wewnętrznego.

Kiedy doświadczamy nadwrażliwości, stajemy przed dylematem – uczynić wysiłek i stawić czoło życiu, czy się wycofać. Szarpiemy się między dwoma biegunami – wojownika i kogoś, kto poddaje się i zamyka w sobie. Lawirujemy, w mniejszym lub większym stopniu biorąc pod uwagę naszą kruchość, która w chwilach stresu staje się widoczna.

Wrażliwość wcale nie czyni nas odpornymi na stres. Można to zauważyć po labilności nastrojów w trudnym czasie: od irytacji, poprzez niepokój po przygnębienie. Gdy mamy poważne problemy, z którymi nie umiemy sobie poradzić, częściej wybuchamy emocjami i częściej ulegamy wahaniom. Tracimy stabilizację, nasz wewnętrzny kompas wariuje. Zaczynamy wątpić w swoją moc. W takich chwilach warto jednak zdawać sobie sprawę, że bycie wrażliwym nie oznacza bycia słabym. Pomaga podarowanie sobie spokoju, chwili wytchnienia, resetu, po którym można wreszcie ruszyć do ataku z wigorem tym skuteczniejszym, że nieoczekiwanym.

Ten moment zatrzymania może stać się świętym czasem zanurzenia się w świecie swoich uczuć. Kiedy stajemy się nadwrażliwi, postępujmy jak 100-procentowy introwertyk. Schowajmy się w bezpiecznej jaskini, w której będziemy cieszyć się tylko swoim towarzystwem i wreszcie spotkamy się ze sobą. Tylko w ten sposób dowiemy się, co robić, jak działać, w którą stronę podążać. Zanim jednak to się stanie, poczujemy się bardzo słabi, ale nie ma się czego bać.

kwiaty polne

Zaakceptować słabość

Każda psychologiczna trudność, zauważa francuski psychiatra, zakorzeniona jest w biologicznej rzeczywistości mózgu. Tu znajduje się początek odczuwania strachu, rezygnacji, złości. Te emocje, które w czasie stresu odbierają nam sprawczość, wynikają z dysfunkcji neuroprzekaźników. Na szczęście już dawno naukowcy odkryli zjawisko neuroplastyczności – na mózg można wpływać, kontrolując swoje myśli, regulując nastroje, planując działania. Nadwrażliwość też można złagodzić.

Andre podpowiada, że sposobem na wrażliwość czy czasową nadwrażliwość jest pogodzenie się z nią. Mądrzej jest po prostu przyznać, że brak nam sił. Akceptując i przyjmując swoją wrażliwość, możemy uniknąć daremnych walk i zbierać siły do tych, które są nieuniknione. Godząc się z własną kruchością, zyskujemy jasną świadomość, że musimy zapewniać sobie chwile spokoju, pozostawać sam na sam ze swoimi myślami, medytować, od czasu do czasu odcinając się od świata. Nie warto być rozgoryczonym nadwrażliwością, lepiej zauważać, że to ona skłania nas do innego niż dotychczas myślenia, unikania zbyt wielu bodźców, zastanawiania się, co się naprawdę lubi i co naprawdę chce się uczynić ze swoim życiem. Wrażliwość pomaga nam skoncentrować się na rzeczach najważniejszych, bo wreszcie patrzymy oczami duszy.

redakcja INSI

nastroje

warto przeczytać: „Nastroje. Jak nauczyć się pogody ducha”, Christophe Andre, wydawnictwo Czarna Owca